Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezent. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezent. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 stycznia 2015

Świąteczno-urodzinowe nowości kosmetyczne

Witajcie dziewczyny!
Dzisiaj przychodzę z postem chwalipięckim. Ostatnio wolę kupować, dostawać, oglądać i wąchać, a ten post sprawił mi ogólnie wiele radości. Bo co dostałam i co kupiłam to moje :)

Święta to był czas przede wszystkim rzeczy praktycznych i mnóstwa świeczek, ale radość sprawiły mi dwie rzeczy:
Lirene City Matt fluid matująco-wygładzający #207 (beżowy) - prezent od rodziców. Bałam się kolorystyki, ale ładnie wtapia się w skórę, nie kontrastuje z nią, fajnie wygładza i matuje. Lubię to uczucie, kiedy go mam na buzi. Nie jest toporny, przyjemnie pachnie i nie zapycha.
Karta podarunkowa do Rossmanna - prezent od chrzestnego. Oj coś czuję, że niedługo zrobię napad na R., aczkolwiek coraz mniej rzeczy mi się tam podoba.

Następnie zrobiłam małe zamówienie na ekobiecej, które jednocześnie jest moim prezentem urodzinowym od przyjaciela (dziękuję :*). Więc się skusiłam na rzeczy, które bym chciała ale to nie na moją kieszeń. Na szczęście ostatnio zmieniam sposób myślenia i inwestycja w siebie jest zawsze dobrą inwestycją. Co więc takiego zakupiłam/dostałam?
Paletka cieni z MakeUp Revolution #Iconic 1. Zastanawiałam się jeszcze nad Iconic3, ale to może następnym razem. Fota z lampą. Bez lampy nijak kolorów uchwycić nie mogłam. Szerzej kolory można obejrzeć tutaj. Kurcze, jestem zachwycona paletką.
Skusiłam się także na poczwórne cienie z Astora #610 Smokey Purple. Niestety też kolorów dobrze uchwycić nie mogłam, ale możecie obejrzeć je tutaj. Są fajne, ciekawe i mi pasują.
Ponieważ moja kredka z Essence jest na ukończeniu, wzięłam czarną kredkę do oczu z BeautyUK. Chyba się bardzo polubimy.
Zamieszkały ze mną też dwa pędzle - właściwie moje pierwsze. Miałam co prawda jedne, ale to nie było nic ciekawego i konkretnego. Skusiłam się na Hakuro H70 oraz Ali A-03 oba do cieni. Oba mają fajne i miękkie włosie.
Przytuliłam także dwie pomadki - Golden Rose #140 oraz z Revlonu 14 Rum Raisin. GR to ładna, złamana czerwień natomiast z Revlonu to taka ciekawa mleczna czekolada. Nie umiem opisać tego koloru. Muszę przyznać, że obie są dobrze napigmentowane. Co prawda Revlon jest bardziej miękki i lepiej sunie na ustach, jednak kolor jest zupełnie nietrafiony jeśli chodzi o mnie. Chyba pójdzie w świat (byłybyście chętne na rozdanie?) Co do GR, kolor jest ciekawy, trochę za żywy jak na zimę, na lato będzie mi bardziej pasował, tylko gdyby był bardziej miękki... Ale wszystkiego mieć nie można, co nie?

Na koniec stwierdziłam, że muszę zadbać na nowo o włosy, i że wreszcie chcę wypróbować pewne olejki. Dlatego trafiły do mnie też dwa olejki z Vatiki - kokosowy i kaktusowy. Oba ładnie pachną, ale moje włosy jak na razie nic konkretnego nie potrafią powiedzieć.

Jak Wam się podobają moje prezenty? Coś czuję, że na zbliżające się urodziny jeszcze coś kupię. Niech mnie ktoś powstrzyma! Czego jesteście najbardziej ciekawe, o czym chciałybyście przeczytać?

Buziaki,
Mirielka

piątek, 21 lutego 2014

Yves Rocher, Un Matin au Jardin, Żel pod prysznic `Róża`

Ponoć o prezentach nie powinno się mówić źle, ale... jeśli jesteśmy blogerkami, to prędzej czy później dany produkt trafi na tapetę, czyż nie?
Od jakiegoś czasu przymierzałam się do recenzji żelu perfumowanego pod prysznic z Yves Rocher o zapachu róży. Żel ten dostałam na gwiazdkę od osoby, która dowiedziała się, że lubię sobie potestować, lubię kosmetyki i lubię ładne zapachy.
Ucieszyłam się, prawdę mówiąc, bo żeli z YR nie miałam okazji używać, jedynie niuchałam je sobie w sklepie. Ale niuchanie, a używanie to jednak drobna różnica...

Według producenta:
Żel pod prysznic o świeżym zapachu róży, wzbogacony o wyciąg z aloesu z ekologicznych upraw oraz glicerynę roślinną.
Formuła bez parabenów i sztucznych barwników. Łatwo ulega biodegradacji
Ph neutralne dla skóry. Nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego. 


Skład: 
Aqua/Water/Eau; Sodium Laureth Sulfate; Ammonium Lauryl Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Parfum/Fragrance, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Glycerin, Sodium Cocoampho Acetate, Sodium Benzoate, Citric Acid, Polysorbate 20, Tetrasodium EDTA, Sodium Cchloride, Allantoin; Polyquaternium-7, Salicylic acid, Citronellol; Limonene.

Według mnie:
Żel ładnie pachnie. Początkowo, bo później traci na intensywności, co przeszkadza w doznaniach prysznicowych. Albo może to tylko ja tak mam, że żel ma sprawiać mi przyjemność, oprócz oczywiście funkcji myjących. 
Produkt zamknięty mamy w plastikowej, przeźroczystej butelce, o smukłym wyglądzie i topornym zamknięciu. Czasami trzeba się siłować - przez to często rezygnowałam. Za 200ml produktu zapłacimy ok. 20zł. Co jest wg mnie ceną nieadekwatną dla tego produktu. 
Pieni się umiarkowanie, wydajność jest nawet dobra, żel jest dosyć gęsty, zapach po pewnym czasie robi się strasznie chemiczny. Na szczęście nie utrzymuje się długo na skórze.
Oprócz tego żel nie robi nic. Nie pielęgnuje, nie nawilża, nawet lekko przesusza. Za 20zł oczekiwałabym czegoś lepszego. Wiem, że po niego drugi raz nie sięgnę, i cieszę się, że go nie kupiłam. 
Nie mówię, że oczekiwałam efektu "wow, super żel" ale nie przekonał mnie do siebie na tyle, bym go przygarnęła.
A Wy? Miałyście? Używałyście?

Buziaki, 
Mirielka

piątek, 20 grudnia 2013

Co mi przyniósł Mikołaj?

Massssakra! Ostatnio nie mam czasu nawet na sen, a co dopiero na posty, a planowałam i planowałam pochwalić się moimi skromnymi podarunkami od Mikołaja. Niestety pogoda i mój grafik nie pozwalały mi na zrobienie dobrych zdjęć. Nadal nie jestem z nich zadowolona, ale czas wrzucić prezenty, bo zaraz ich nie będzie.
Pierwszym prezentem jest niespodzianka od B. czyli zestaw Starej Mydlarni Bon Voyage Chocolate & Orange [klik], czyli żel pod prysznic, kawior do kąpieli oraz mydełko do ciała o zapachu czekolady i skórki pomarańczowej. Totalna rozkosz. W żelu jestem zakochana, masełko jest świetne, a z kawiorem najmniej się polubiłam - nie pieni się tak, jak lubię. Ale ten zapach sprawia, że czuję się cudownie!

Wielką niespodzianką był dla mnie ten prezent - żel pod prysznic Yves Rocher o zapachu róży. Ma piękny, subtelny zapach. to mój pierwszy pełnowartościowy produkt z YR.

Trzecim prezentem są kolczyki - pierwsze dostałam, drugie zrobiłam sobie. W sam raz na święta oraz sylwestra :) Dobrze się nosi, są lekkie, chociaż gwiazdki mi haczą o swetry i szalik. Ale dam radę ;)

Jak mówiłam, prezenty skromne, chociaż dla mnie są bardzo, bardzo cenne. I ta atmosfera, kiedy dostałam i ta radość, bo od ważnych dla mnie osób :) Będzie co opisywać na blogu :) No i Gordi też dostał swój prezent.


Buziaki,
Mirielka

poniedziałek, 18 lutego 2013

Siabada, siabada, one i jaaa.. ooo, mydełka od Franciszkaaaa

W śląskim są ferie, i z tej okazji moi rodzice popełnili wyjazd do Międzybrodzia. Ich ostatnie chwile tam umilił im mój post o zabójczej maseczce. Wierzę, że z tego powodu moi Ukochani Rodzice (w skrócie UR) postanowili mnie obdarować małym prezentem. Przywieźli mi dwa mydełka z Mydlarni u Franciszka - pomarańczę z chili oraz wanilię.
♥ Dziękuję ♥

Mydełka pachną obłędnie, są zapakowane tak, że aż mi szkoda rozpakowywać i są ogólnie takie fajne, że buzię mam szeroką od ucha do ucha. Ogólnie takie łiiiii *.*

Nie wiem, czy zaczynam stawiać na naturalną pielęgnację czy to pielęgnacja naturalna stawia na mnie, ale coraz bardziej mi się to podoba.
W każdym razie, mydełka pachną i czekają na swoją kolej, bo najpierw dokończę swojego joginka (peeling z szafranu to fajna rzecz i robi się coraz mocniejszy).

Pomarańcza z chili - soczysta pomarańcza ze szczyptą chili bez wątpienia pobudzi wytwarzanie endorfin - hormonów szczęścia.

Wanilia - zapach wanilii budzi uczucie relaksu, uspokojenia, przytulności i dobrego samopoczucia, a nawet uznawany jest za afrodyzjak. Prawdziwa rozkosz dla ciała.

Już się nie mogę doczekać! Yay ^.^

Jak się uda, to za niedługo zdradzę Wam sekret. Tymczasem dostałam do testowania inne maseczki od Małgosi z portalu Uroda i Zdrowie.
Miłego dnia!
Mirielka

piątek, 28 grudnia 2012

Ruby Rose, Beauty Eyeshadow Kit HB-324F - swatche

Mikołaj mój niepewny był, nie wiedząc co mi sprawi przyjemność przyniósł mi paletkę Ruby Rose HB-324F - 24 cienie. Dla początkującej osoby, która wcześniej maziała się ino brązami, paletka ta jest dobrym rozwiązaniem. Na czymś trzeba się uczyć, czyż nie? Dlatego moja opinia jest opinią osoby początkującej, która dopiero zaczyna przygodę z jako takim makijażem, nie zna się aż tak super na pigmentacji, kolorach czy aplikacji. Proszę wziąć to pod uwagę, staram się ;)

Opakowanie: Paletka zamknięta jest w zgrabnym pudełeczku, mieszczącym w sobie 24 cienie, dwa aplikatory i duże lusterko. Pudełeczko jest plastikowe, śliskie z wytłoczonymi bladoróżowymi różyczkami. Bardzo przyjemny wzorek, uroczy, dziewczęcy.
Szerokością przypomina paletki Sleeka, jest jednak trochę wyższa. Waży 14g, jest moim zdaniem ciut lżejsza od Sleeka. Data ważności to 12 miesięcy od otwarcia, jednak bez tego ważna jest do lutego 2017 roku. Moim zdaniem to dość długi okres czasu.
Jak już wspomniałam w środku znajdziemy duże, zgrabne lusterko, 24 cienie (6 brokatowych, żadnych matów) oraz dwa aplikatory. Aplikatory to porażka, są kiepskie, od razu się złamią lub urwą, nie ma bata. Da się sobie z tym poradzić, tym bardziej że większość z Was ma swoje pędzelki. A same pacynki nie są drogie (ok. 4zł za opakowanie).


czwartek, 27 grudnia 2012

Co znalazłam pod choinką?

Święta i po świętach, oprócz radosnego obżarstwa, chwili kontemplacji i Kevina goniącego złodziei, najprzyjemniejszą częścią Świąt są prezenty (no i śnieg).
U mnie Gwiazdka w tym roku 'uboga' w darczyńców, w kosmetyki tym bardziej, aczkolwiek poprawiła humor. Nawet bardzo.
To co my tutaj mamy?

wtorek, 25 września 2012

Wygrałam sobie Sleeka! + paczka od kosmotolog (:

Ostatnio nic nie robię tylko pracuję i pracuję. Z radością więc pognałam z awizem na pocztę, aby odebrać oczekiwaną od dawna paletkę Sleeka, którą wygrałam w konkursie u ofetowej. Szczerze mówiąc, chyba bardziej na paletkę czekał mój przyjaciel, który każdego dnia dopytywał się "dostałaś już? No kiedy przyjdzie?". Oczywiście był przy rozpakowywaniu i nawet pierwszy ją otworzył! Ehh, faceci (: