Przy ostatnim wpisie o denku, prezentowałam olej kokosowy, który zużyłam. Pojawiła się prośba, bym go zrecenzowała. Pomyślałam wtedy, że zrobię zbiorczą recenzję właśnie olejków, których używam do włosów. Bo moje włosy wybierają sobie co lubią najbardziej, a niekoniecznie to, co im najbardziej służyć powinno. Dlatego tez te oleje lub olejki są... dziwne ;) Nie za bardzo chciały polubić oliwę czy inne oleje do kuchni, za to polubiły olejki do masażu. Nie wszystkie, które miałam (i całe szczęście!)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Love Me Green. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Love Me Green. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 2 września 2013
piątek, 23 sierpnia 2013
Projekt denko: czerwiec-lipiec 2013
Baty mi się należą porządne, bo zaniedbuję bloga niesamowicie. Nie wiem, jakoś tak...Mam zrywy, tysiąc pomysłów ale czegoś mi brak.
Dzisiaj jednak zmobilizowałam zarówno siebie jak i mojego fotografa, do roboty i mogę pochwalić się całkiem porządnym denkiem za ostatnie dwa miesiące. Co prawda to nie wszystko, bo część wyrzuciłam, ale trochę się tego nazbierało.
Timotei, Szampon do włosów z różą Jerycha, wyrazisty kolor - kupiony ze względu na odżywkę. Ale nie robi szału, z Timotei uwielbiam odżywki. Więcej o tym szamponie napiszę w recenzji.
Wella, Szampon do włosów, Shine - pokochałam. Co prawda to nie jest mój ulubiony szampon, ale pokochałam go. Recenzja wkrótce.
Pantene PRO-V, odżywka do włosów farbowanych - mam mieszane uczucia. Kupiona razem z szamponem za 9,99. Tworzą zgrany duet, osobno są koszmarne. Ale to nie są produkty dla moich włosów. Recenzja wkrótce.
Garnier Ultra Doux, szampon oczyszczający do włosów przetłuszczających się oraz Garnier Ultra Doux, odżywka do włosów przetłuszczających się. Obie z glinką i cytryną. Kupione jako komplet. Używane zarówno razem jak i osobno. Szamponu nie kupię, nad odżywką się zastanowię, ale musiałaby być niezła promocja na nią. Więcej w recenzji.
Love Me Green, szampon do włosów. Jak wspominałam, mój ulubieniec. Więcej w recenzji [klik]
Bio olej kokosowy - na włosy, kupiony za 5zł na próbę, zostanie na dłużej. Zdecydowanie!
Green Pharmacy, olejek łopianowy z czerwoną papryką. Jakoś nie mam ochoty sprawdzać dalszych produktów tej firmy.. Recenzja tutaj [klik]
Original Source, żel pod prysznic, edycja świąteczna pomarańcza i lukrecja. Chyba nie recenzowałam tego produktu. Aczkolwiek nie różni się zbytnio moja opinia od śliwki. Z tym, że lukrecja bardziej słodka. Nie lubię lukrecji, kocham pomarańcze. Szampon w wannie za słodki, pod prysznicem nawet nawet. Ale zapach nie do zniesienia. Nie kupię. No i wysusza. Ale cieszę się, że mogłam spróbować.
Nivea Soft, krem nawilżający. Kocham, kolejne opakowanie.
Garnier Mineral, InvisiCalm - kto czyta, ten wie, że jestem zakochana w tej kulce.
Luksja, żel pod prysznic, róża i mleko. Miałam zrobić recenzję zarówno tego żelu jak i poprzednika. Nie wrócę do tych konkretnych żeli/serii, chociaż Luksja zła nie jest. 2 żele za 10zł w promocji, ale nie są tyle warte.
Avon, krem do stóp. Pachnie ładnie, wchłania się nawet nawet, zostawia fajne stópki. Ale to Avon. Ogólnie te produkty są do polecenia, jednak szukam czegoś innego.
Rainbow, Kynsilakanepoistoaine. Po naszemu? Rewelacyjny fiński zmywacz do paznokci, który zasługuje na swoją osobną recenzję. Jak tylko będę miała możliwość, to go kupię! A recenzja wkrótce się pojawi.
Były też próbki, ale do zdjęcia załapało się tylko kilka, w tym rewelacyjny szampon z Bielendy, Powitanie z Afryką - szampon błotny z glinką ghassoul. Z chęcią wypróbowałabym wersję pełnowymiarową [dla zainteresowanych link]
Info czy kupię:
Zdecydowanie tak!
Zobaczymy
Raczej nie.
Wszystkie zdjęcia autorstwa B., któremu dziękuję (on wie za co)
Swoją drogą, mam zamiar trochę tych recenzji naprodukować. I wrócić z pełną gębą do recenzowania, bo jednak mi tego brakuje. Tym bardziej, że zauważyłam w projektach denko, coraz częściej piszę "recenzja wkrótce" i rzadko się ona pojawia, szczególnie, gdy jest negatywna.
Mam też zamiar zrobić coś z włosami, zastanawiam się nad ścięciem i zmianą koloru. Czuję potrzebę zmian.
Dzisiaj jednak zmobilizowałam zarówno siebie jak i mojego fotografa, do roboty i mogę pochwalić się całkiem porządnym denkiem za ostatnie dwa miesiące. Co prawda to nie wszystko, bo część wyrzuciłam, ale trochę się tego nazbierało.
~ ~ WŁOSY ~ ~
Timotei, Szampon do włosów z różą Jerycha, wyrazisty kolor - kupiony ze względu na odżywkę. Ale nie robi szału, z Timotei uwielbiam odżywki. Więcej o tym szamponie napiszę w recenzji.
Wella, Szampon do włosów, Shine - pokochałam. Co prawda to nie jest mój ulubiony szampon, ale pokochałam go. Recenzja wkrótce.
Pantene PRO-V, odżywka do włosów farbowanych - mam mieszane uczucia. Kupiona razem z szamponem za 9,99. Tworzą zgrany duet, osobno są koszmarne. Ale to nie są produkty dla moich włosów. Recenzja wkrótce.
Garnier Ultra Doux, szampon oczyszczający do włosów przetłuszczających się oraz Garnier Ultra Doux, odżywka do włosów przetłuszczających się. Obie z glinką i cytryną. Kupione jako komplet. Używane zarówno razem jak i osobno. Szamponu nie kupię, nad odżywką się zastanowię, ale musiałaby być niezła promocja na nią. Więcej w recenzji.
Love Me Green, szampon do włosów. Jak wspominałam, mój ulubieniec. Więcej w recenzji [klik]
Bio olej kokosowy - na włosy, kupiony za 5zł na próbę, zostanie na dłużej. Zdecydowanie!
Green Pharmacy, olejek łopianowy z czerwoną papryką. Jakoś nie mam ochoty sprawdzać dalszych produktów tej firmy.. Recenzja tutaj [klik]
~ ~ CIAŁO ~ ~
Lirene, balsam brązujący do ciała. Tak jak wspominałam w recenzji brązuje dziwnie (ale to ja), za to ujędrnia świetnie. Z czasem traci zapach. Jednak chciałabym spróbować czegoś innego.Original Source, żel pod prysznic, edycja świąteczna pomarańcza i lukrecja. Chyba nie recenzowałam tego produktu. Aczkolwiek nie różni się zbytnio moja opinia od śliwki. Z tym, że lukrecja bardziej słodka. Nie lubię lukrecji, kocham pomarańcze. Szampon w wannie za słodki, pod prysznicem nawet nawet. Ale zapach nie do zniesienia. Nie kupię. No i wysusza. Ale cieszę się, że mogłam spróbować.
Nivea Soft, krem nawilżający. Kocham, kolejne opakowanie.
Garnier Mineral, InvisiCalm - kto czyta, ten wie, że jestem zakochana w tej kulce.
Luksja, żel pod prysznic, róża i mleko. Miałam zrobić recenzję zarówno tego żelu jak i poprzednika. Nie wrócę do tych konkretnych żeli/serii, chociaż Luksja zła nie jest. 2 żele za 10zł w promocji, ale nie są tyle warte.
~ ~ DŁONIE ~ ~
BeBeauty, odżywczy krem do rąk, kupiony w Biedronce, używany szczególnie w pracy. Zły nie jest, ale nie porwał mojego serca. Może kupię, zobaczę ;) Więcej w recenzji.Avon, krem do stóp. Pachnie ładnie, wchłania się nawet nawet, zostawia fajne stópki. Ale to Avon. Ogólnie te produkty są do polecenia, jednak szukam czegoś innego.
Rainbow, Kynsilakanepoistoaine. Po naszemu? Rewelacyjny fiński zmywacz do paznokci, który zasługuje na swoją osobną recenzję. Jak tylko będę miała możliwość, to go kupię! A recenzja wkrótce się pojawi.
Były też próbki, ale do zdjęcia załapało się tylko kilka, w tym rewelacyjny szampon z Bielendy, Powitanie z Afryką - szampon błotny z glinką ghassoul. Z chęcią wypróbowałabym wersję pełnowymiarową [dla zainteresowanych link]
Info czy kupię:
Zdecydowanie tak!
Zobaczymy
Raczej nie.
Wszystkie zdjęcia autorstwa B., któremu dziękuję (on wie za co)
Swoją drogą, mam zamiar trochę tych recenzji naprodukować. I wrócić z pełną gębą do recenzowania, bo jednak mi tego brakuje. Tym bardziej, że zauważyłam w projektach denko, coraz częściej piszę "recenzja wkrótce" i rzadko się ona pojawia, szczególnie, gdy jest negatywna.
Mam też zamiar zrobić coś z włosami, zastanawiam się nad ścięciem i zmianą koloru. Czuję potrzebę zmian.
Miłego!
M.
Etykiety:
Avon,
BeBeauty,
Garnier,
Green Pharmacy,
Lirene,
Love Me Green,
Luksja,
Nivea,
Original Source,
Pantene Pro-V,
projekt denko,
Rainbow,
Timotei,
Wella
piątek, 26 lipca 2013
W świecie Love Me Green - recenzja kremu do rąk
Od producenta: Dzięki specjalnie skomponowanej formule ten organiczny krem do rak skutecznie regeneruje i chroni dłonie. Unikalna receptura sprawia, że szybko się wchłania nie pozostawiając uczucia tłustego filmu na skórze dłoni. Efekt działania kremu utrzymuje się jeszcze długo po jego zastosowaniu, pozostawiając skórę przyjemnie gładką i aksamitną. Łagodnie rozjaśnia przebarwienia.
Składniki:
AQUA (WATER), SESAMUM INDICUM (SESAME) SEED OIL*, BUTYROSPERMUM PARKII (SHEA) BUTTER EXTRACT*, CERA ALBA (BEESWAX), CETEARYL ALCOHOL, GLYCERYL STEARATE, ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE*, GLYCERIN, HEXYLDECANOL, HEXYLDECYL LAURATE, POTASSIUM PALMITOYL HYDROLYZED WHEAT PROTEIN, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, BENZYL ALCOHOL, PARFUM (FRAGRANCE), HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL, SORBIC ACID, XANTHAN GUM, SODIUM HYDROXIDE, DEHYDROACETIC ACID, CITRIC ACID, PLUMERIA ALBA FLOWER EXTRACT
* z upraw ekologicznych
Produkt zamknięty jest w bardzo przyjemniej tubie. Za 75ml produktu zapłacimy 49,90zł. Zapytacie czy warto? Odpowiem: warto.
Ma piękny zapach, po prostu piękny. Producent opisuje go jako "Zapach kwiatów frangipani jest egzotyczny, kwiatowy. Można się w nim doszukać wielu różnorodnych nut zapachowych: począwszy od owocowej, trochę jakby kremowej brzoskwini, poprzez wiosenny jaśmin, na zmysłowej tuberozie skończywszy". I ten zapach jest na tyle mocny, że niweluje smród nikotyny z dłoni. Zarówno jak kremowałam dłonie przed - zapach się nie utrzymał/nie był wyczuwalny, jak i po, tego smrodu nie było.
Uprzedzając pytania - po papierosach myję dłonie. Ale w czasie testów robiłam różne eksperymenty.
Co do samego działania kremu - dobrze walczy z bardzo zniszczonymi dłońmi. Nie zregenerował ich całkowicie, bo musiałabym przestać robić na kasie, ale intensywnie nawilżył, ochronił przed kolejnymi zniszczeniami i wysuszeniem. Rewelacyjnie szybko się wchłania. Nie pozostawia tłustego filmu, można posmarować i pracować dalej. Nie jest tłusty, kiedy się spocimy. Skórki przy dłoniach nawilżył mi na tyle, na ile moja praca pozwala. Sprawił, że dłonie zamiast być szorstkimi, popękanymi i zrogowaciałymi (wszak to pieniądze, brud i bakterie), są znośne - nie mogę powiedzieć delikatne, bo to jednak niemożliwe przy moim trybie pracy. Wiem, że gdybym rzuciła pracę, moje dłonie byłyby w lepszym stanie, dużo lepszym, zważywszy na pielęgnacje i pomoc tego kremu. Ale jak na te warunki, to krem jest po prostu rewelacyjny. Żal mi było go nosić do pracy, ale się zdarzało - natomiast w domu, na wyjściach czy do szkoły - obowiązkowo w torebce ze mną był.
Próbowałam innych kremów - jak nawilżały skutecznie, to były tłuste, jak nie był tłuste, to skóra była za sucha. Nie regenerowały, nie sprawiały, że dłonie po prostu były fajne.
Jestem zadowolona.
Ocena: 5/5
Chyba nigdy nie miałam tak dobrego kremu do rąk. W tych warunkach spełnił się bardzo dobrze, ale ja nie oczekiwałam cudów. Oczekiwałam ochrony i ją dostałam. Wszystkie obietnice producenta zostały spełnione. Gdyby jeszcze był ciut tańszy... ;)
poniedziałek, 8 lipca 2013
Balsam do ciała od Love Me Green - recenzja
Tak, wiem, wiem - należą mi się baty, bo ostatnio tutaj nie zaglądam. Ale uwierzcie mi, mam swoje powody. Jednak teraz przychodzę z nową recenzją produktów od Love Me Green. Jak w przypadku szamponu, którego używałam dzień w dzień i zakochałam się w nim od razu, tak opowieść o balsamie jest trochę inna. Ale do rzeczy..
Nawilżający balsam do ciała Karite Exotique, to wg słów producenta: Organiczny balsam do ciała opracowany w celu nawilżenia*, odżywienia i ochrony skóry. Jego stosowanie daje efekt długotrwałego nawilżenia i odnowy warstwy lipidowej - nawet bardzo suchej skóry. Balsam wyjątkowo szybko się wchłania pozostawiając na powierzchni skóry naturalny połysk, nie zostawiając tłustego filmu. Skóra staje się jedwabiście gładka.
* Nawilżenie górnych warstw naskórka.
Produkt kosztuje bagatela 99,90zł za 200ml. Zamknięty w fajnej butelce na pompkę, która pomaga w wydobyciu kosmetyku, ale też i ślizga się. No, ale co się po balsamie nie ślizga? Balsam jest treściwy, zbity o konsystencji ni to masła, ni to nie wiadomo co. Nie ukrywam, że mnie ta konsystencja baaardzo odpowiada. Za co go pokochałam? Za obłędny, długotrwały zapach. Ma piękny, orzechowo-migdałowy zapach. A ja kocham zapach migdałów!.
Skład:
AQUA (WATER), ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE*,CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLICERIDE, DICAPRYLYL ETHER, OCTYDODECANOL, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS, (SWEET ALMOND ) OIL*,ARACHIDYL ALCOHOL, CERA ALBA (BEE WAX), BEHENYL ALCOHOL, GLYCERIN, GLYCERYL STEARATE SE, SQUALANE, PARFUM (FRAGRANCE), BENZYL ALCOHOL, ARACHIDYL GLUCOSIDE, HIPPOPHAE RHAMNOIDES (SEABUCKTHORN) FRUIT/BERRY OIL, XANTHAN GUM, LUPINUS ALBUS (HYDROLYZED LUPINE) PROTEIN, DEHYDROACETIC ACID, BENZOIC ACID, SODIUM HYDROXIDE, SODIUM HYDROXIDE, SORBIC ACID, SODIUM BENZOATE, ROSMARINUS OFICINALIS (ROSEMARY ) LEAF EXTRACT, LIMONENE, LINALOOL, CITRAL, GERANIOL, CITRONELLOL, FARNESOL, CINNAMAL, EUGENOL, BENZYL BENZOATE, CINNAMYL ALCOHOL
* z upraw ekologicznych
Moja opinia:
Balsam wchłania się niesamowicie szybko, jest straaaaasznie wydajny. Nie umiem być systematyczna, ale.. to też wina mojej skóry - jak czegoś ma za dużo, to protestuje. Baaardzo. Balsam używany dwa miesiące nie zniknął nawet w połowie opakowania, a spodziewałam się szybko końcówki. Tutaj mała ilość wystarczy na pokrycie naprawdę dużej powierzchni ciała, a ja jestem duża. Zapach utrzymuje się długo, nie jest nachalny i wprawia w przyjemny nastrój. Rozprowadza się naprawdę świetnie, a skóra po nim jest miękka i delikatna. Nawet ten połysk jest! No kurczę.. Fakt, że na początku moja skóra nie za bardzo wiedziała co się dzieje, nawet nie chciała go zaakceptować, ale po kilku użyciach? Bajka, po prostu bajka! Kolor ma trochę inny niż na zdjęciu, ale na zdjęciach wszystko wychodzi inne. Cena jest dla mnie strasznie wysoka, ale za taką wydajność i jakość jestem w stanie tyle zapłacić. I najważniejsze - nie lubię balsamów nawilżających latem, kiedy pocę się i cała się kleję i ślizgam. W przypadku tego balsamu - problemu nie ma. Moja skóra tak nie reaguje, nie staje się nieprzyjemnie śliska, tłusta i taka fee, że mam ochotę wszystko z siebie umyć, wytrzeć i zostawić bez ochrony. Jednak przy tych wszystkich zachwytach jest jeden mały minus. Nie wiem czy to wina balsamu, czy mojej specyfiki, ale nie mogę go używać cały czas. Muszę robić sobie przerwy w dozowaniu przyjemności, bo moja skóra gdy ma jej za dużo - po prostu go nie chce wchłaniać. Nie i już.
Ocena: 5/5
Jestem zadowolona. Po prostu - martwię się trochę co będzie jak mi się skończy, bo to jednak dużo dać 100zł za balsam, ale jego wydajność jak dla mnie jest świetna. Rewelacyjnie działa na suchą skórę łokci i kolan, fajnie wygładza tyłek i daje połysk (nie, żebym się świeciła jak Edzio w słońcu, ale coś w tym jest). Coraz bardziej się obawiam, że nie będę chciała wrócić do zwykłych drogeryjnych kosmetyków, tylko będę wydawała pieniążki (których nie mam) na naturalne!
Warto wypróbować. Ze swojej strony chciałabym wypróbować jeszcze ten balsam, o [klik] Próbki próbowałam i tak mnie to trochę zachęciło :)
Miłego dnia dziewczyny!
P.S. - Mam nowy rower! Mam nowy rower! Poprzedni zajeździłam na śmierć. (:
Nawilżający balsam do ciała Karite Exotique, to wg słów producenta: Organiczny balsam do ciała opracowany w celu nawilżenia*, odżywienia i ochrony skóry. Jego stosowanie daje efekt długotrwałego nawilżenia i odnowy warstwy lipidowej - nawet bardzo suchej skóry. Balsam wyjątkowo szybko się wchłania pozostawiając na powierzchni skóry naturalny połysk, nie zostawiając tłustego filmu. Skóra staje się jedwabiście gładka.
* Nawilżenie górnych warstw naskórka.
Produkt kosztuje bagatela 99,90zł za 200ml. Zamknięty w fajnej butelce na pompkę, która pomaga w wydobyciu kosmetyku, ale też i ślizga się. No, ale co się po balsamie nie ślizga? Balsam jest treściwy, zbity o konsystencji ni to masła, ni to nie wiadomo co. Nie ukrywam, że mnie ta konsystencja baaardzo odpowiada. Za co go pokochałam? Za obłędny, długotrwały zapach. Ma piękny, orzechowo-migdałowy zapach. A ja kocham zapach migdałów!.
Skład:
AQUA (WATER), ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE*,CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLICERIDE, DICAPRYLYL ETHER, OCTYDODECANOL, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS, (SWEET ALMOND ) OIL*,ARACHIDYL ALCOHOL, CERA ALBA (BEE WAX), BEHENYL ALCOHOL, GLYCERIN, GLYCERYL STEARATE SE, SQUALANE, PARFUM (FRAGRANCE), BENZYL ALCOHOL, ARACHIDYL GLUCOSIDE, HIPPOPHAE RHAMNOIDES (SEABUCKTHORN) FRUIT/BERRY OIL, XANTHAN GUM, LUPINUS ALBUS (HYDROLYZED LUPINE) PROTEIN, DEHYDROACETIC ACID, BENZOIC ACID, SODIUM HYDROXIDE, SODIUM HYDROXIDE, SORBIC ACID, SODIUM BENZOATE, ROSMARINUS OFICINALIS (ROSEMARY ) LEAF EXTRACT, LIMONENE, LINALOOL, CITRAL, GERANIOL, CITRONELLOL, FARNESOL, CINNAMAL, EUGENOL, BENZYL BENZOATE, CINNAMYL ALCOHOL
* z upraw ekologicznych
Moja opinia:
Balsam wchłania się niesamowicie szybko, jest straaaaasznie wydajny. Nie umiem być systematyczna, ale.. to też wina mojej skóry - jak czegoś ma za dużo, to protestuje. Baaardzo. Balsam używany dwa miesiące nie zniknął nawet w połowie opakowania, a spodziewałam się szybko końcówki. Tutaj mała ilość wystarczy na pokrycie naprawdę dużej powierzchni ciała, a ja jestem duża. Zapach utrzymuje się długo, nie jest nachalny i wprawia w przyjemny nastrój. Rozprowadza się naprawdę świetnie, a skóra po nim jest miękka i delikatna. Nawet ten połysk jest! No kurczę.. Fakt, że na początku moja skóra nie za bardzo wiedziała co się dzieje, nawet nie chciała go zaakceptować, ale po kilku użyciach? Bajka, po prostu bajka! Kolor ma trochę inny niż na zdjęciu, ale na zdjęciach wszystko wychodzi inne. Cena jest dla mnie strasznie wysoka, ale za taką wydajność i jakość jestem w stanie tyle zapłacić. I najważniejsze - nie lubię balsamów nawilżających latem, kiedy pocę się i cała się kleję i ślizgam. W przypadku tego balsamu - problemu nie ma. Moja skóra tak nie reaguje, nie staje się nieprzyjemnie śliska, tłusta i taka fee, że mam ochotę wszystko z siebie umyć, wytrzeć i zostawić bez ochrony. Jednak przy tych wszystkich zachwytach jest jeden mały minus. Nie wiem czy to wina balsamu, czy mojej specyfiki, ale nie mogę go używać cały czas. Muszę robić sobie przerwy w dozowaniu przyjemności, bo moja skóra gdy ma jej za dużo - po prostu go nie chce wchłaniać. Nie i już.
Ocena: 5/5
Jestem zadowolona. Po prostu - martwię się trochę co będzie jak mi się skończy, bo to jednak dużo dać 100zł za balsam, ale jego wydajność jak dla mnie jest świetna. Rewelacyjnie działa na suchą skórę łokci i kolan, fajnie wygładza tyłek i daje połysk (nie, żebym się świeciła jak Edzio w słońcu, ale coś w tym jest). Coraz bardziej się obawiam, że nie będę chciała wrócić do zwykłych drogeryjnych kosmetyków, tylko będę wydawała pieniążki (których nie mam) na naturalne!
Warto wypróbować. Ze swojej strony chciałabym wypróbować jeszcze ten balsam, o [klik] Próbki próbowałam i tak mnie to trochę zachęciło :)
Miłego dnia dziewczyny!
P.S. - Mam nowy rower! Mam nowy rower! Poprzedni zajeździłam na śmierć. (:
czwartek, 13 czerwca 2013
Love Me Green Szampon - Naturalnie jestem na TAK! [Recenzja]
Kiedy miesiąc temu zapukał do mnie kurier z paczuszką z kosmetykami Love Me Green, nie pomyślałam, że mogę się aż tak zakochać w naturalnych kosmetykach. Co prawda aż takiej styczności z nimi nie miałam, ale to co testowałam dobre nie było. Mowa tu głównie o mydełkach i szamponach. Ale dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o perełce, miłości od trzeciego umycia.
O czym mowa? O Witalizującym szamponie do włosów z Love Me Green.
Opis producenta:
Ten organiczny szampon do włosów jest bardzo delikatny, dodaje miękkości, elastyczności i wyzwala ich blask. Jego działanie oczyszczające nie podrażnia skóry głowy. Włókno włosów jest odżywione aż po cebulki, dzięki czemu włosy stają się miękkie i jedwabiste.
Skład:
AQUA (WATER), ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE*, AMMONIUM LAURYL SULFATE, COCAMIDOPROPYL BETAINE, GLYCERIN, INULIN, PARFUM (FRAGRANCE), SODIUM CHLORIDE, CAPRYLYL/CAPRYL GLUCOSIDE, GLUCONOLACTONE, SODIUM BENZOATE, MEL (HONEY) EXTRACT, POTASSIUM SORBATE, C12-16 ALCOHOLS, AMMONIUM SULFATE, SODIUM HYDROXIDE, CITRIC ACID, CALCIUM GLUCONATE
* z upraw ekologicznych
Szampon zamknięty jest w przeźroczystej, plastikowej buteleczce. Zapłacimy za niego 49,90zł/200ml. To najdroższy szampon, jaki używałam, ale jest wart swojej ceny. Buteleczka zamykana na pstryczek, bardzo wytrzymały (chociaż ja tego typu zamknięć nie lubię). Sam produkt jest koloru złocistego miodu. Jest rzadki, ale nie za rzadki, bardzo dobrze się pieni (miałam obawy, czy w ogóle się będzie pienił), i obłędnie pachnie. Zapach wg producenta: "Zapach kwiatów frangipani jest egzotyczny, kwiatowy. Można się w nim doszukać wielu różnorodnych nut zapachowych: począwszy od owocowej, trochę jakby kremowej brzoskwini, poprzez wiosenny jaśmin, na zmysłowej tuberozie skończywszy." Nigdy w życiu nie wąchałam frangipani, nie wiem jak pachnie. Ale wiem, że zapach szamponu jest po prostu genialny. Raz słodki, raz ostry, raz świeży.. Z każdym pociągnięciem nosa mamy inną gamę zapachów. I ten zapach utrzymuje się na włosach dość długo, towarzysząc nam przez cały dzień! Jest na tyle intensywny, że czuć, ale nie powoduje bólu głowy czy mdłości. Produkt jest wydajny. Bardzo. Używałam go przez miesiąc dzień w dzień, myłam głowę, zmywałam oleje i maseczki, a w buteleczce mam jeszcze 1/3 opakowania. Jak na 200ml to uważam, że bardzo dużo. Ale też i wystarczy niewielka ilość szamponu, żeby umyć całe włosy.
Efekty jakie zauważyłam? Pierwsze mycie było dziwne, bez odżywki, włosy takie nijakie. Ale po jednym użyciu nie ma co oceniać. I jak wspomniałam trzecie mycie było przełomowe. Włoski od tego momentu są gładkie, lśniące, miękkie, delikatne, lejące, sypkie. Dobrze się rozczesują, lepiej się układają. Są odżywione. Są po prostu takie, jakie zawsze chciałam mieć. Dodatkowo kolor się bardziej ożywił. Przez cały ten czas na łeb położyłam tylko dwa razy olejek kokosowy. Ale żeby nie być gołosłowną.. pokażę zdjęcia.
Dla mnie różnica jest ogromna. I już żałuję, że nie mam zbyt dużych nadwyżek finansowych, bo nie mogę sobie pozwolić na ponowne kupno tego szamponu, ale jak tylko będę miała.. zakupię!
Ocena: 6/5
Tak. Perełka. Miłość. Rewelacja. Kocham go i ja i moje włosy. Jestem niezmiernie wdzięczna firmie Love Me Green za możliwość testowania tego produktu, bo poznałam jaki stan mogą mieć moje włosy, kiedy są w pełni zadbane i mam dobry szampon. Kupię. Po prostu kupię.
P.S. Dziękuję B. za zdjęcia. I Ancu i Michałowi, za towarzystwo :)
O czym mowa? O Witalizującym szamponie do włosów z Love Me Green.
Opis producenta:
Ten organiczny szampon do włosów jest bardzo delikatny, dodaje miękkości, elastyczności i wyzwala ich blask. Jego działanie oczyszczające nie podrażnia skóry głowy. Włókno włosów jest odżywione aż po cebulki, dzięki czemu włosy stają się miękkie i jedwabiste.
Skład:
AQUA (WATER), ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE*, AMMONIUM LAURYL SULFATE, COCAMIDOPROPYL BETAINE, GLYCERIN, INULIN, PARFUM (FRAGRANCE), SODIUM CHLORIDE, CAPRYLYL/CAPRYL GLUCOSIDE, GLUCONOLACTONE, SODIUM BENZOATE, MEL (HONEY) EXTRACT, POTASSIUM SORBATE, C12-16 ALCOHOLS, AMMONIUM SULFATE, SODIUM HYDROXIDE, CITRIC ACID, CALCIUM GLUCONATE
* z upraw ekologicznych
Szampon zamknięty jest w przeźroczystej, plastikowej buteleczce. Zapłacimy za niego 49,90zł/200ml. To najdroższy szampon, jaki używałam, ale jest wart swojej ceny. Buteleczka zamykana na pstryczek, bardzo wytrzymały (chociaż ja tego typu zamknięć nie lubię). Sam produkt jest koloru złocistego miodu. Jest rzadki, ale nie za rzadki, bardzo dobrze się pieni (miałam obawy, czy w ogóle się będzie pienił), i obłędnie pachnie. Zapach wg producenta: "Zapach kwiatów frangipani jest egzotyczny, kwiatowy. Można się w nim doszukać wielu różnorodnych nut zapachowych: począwszy od owocowej, trochę jakby kremowej brzoskwini, poprzez wiosenny jaśmin, na zmysłowej tuberozie skończywszy." Nigdy w życiu nie wąchałam frangipani, nie wiem jak pachnie. Ale wiem, że zapach szamponu jest po prostu genialny. Raz słodki, raz ostry, raz świeży.. Z każdym pociągnięciem nosa mamy inną gamę zapachów. I ten zapach utrzymuje się na włosach dość długo, towarzysząc nam przez cały dzień! Jest na tyle intensywny, że czuć, ale nie powoduje bólu głowy czy mdłości. Produkt jest wydajny. Bardzo. Używałam go przez miesiąc dzień w dzień, myłam głowę, zmywałam oleje i maseczki, a w buteleczce mam jeszcze 1/3 opakowania. Jak na 200ml to uważam, że bardzo dużo. Ale też i wystarczy niewielka ilość szamponu, żeby umyć całe włosy.
Efekty jakie zauważyłam? Pierwsze mycie było dziwne, bez odżywki, włosy takie nijakie. Ale po jednym użyciu nie ma co oceniać. I jak wspomniałam trzecie mycie było przełomowe. Włoski od tego momentu są gładkie, lśniące, miękkie, delikatne, lejące, sypkie. Dobrze się rozczesują, lepiej się układają. Są odżywione. Są po prostu takie, jakie zawsze chciałam mieć. Dodatkowo kolor się bardziej ożywił. Przez cały ten czas na łeb położyłam tylko dwa razy olejek kokosowy. Ale żeby nie być gołosłowną.. pokażę zdjęcia.
Dla mnie różnica jest ogromna. I już żałuję, że nie mam zbyt dużych nadwyżek finansowych, bo nie mogę sobie pozwolić na ponowne kupno tego szamponu, ale jak tylko będę miała.. zakupię!
Ocena: 6/5
Tak. Perełka. Miłość. Rewelacja. Kocham go i ja i moje włosy. Jestem niezmiernie wdzięczna firmie Love Me Green za możliwość testowania tego produktu, bo poznałam jaki stan mogą mieć moje włosy, kiedy są w pełni zadbane i mam dobry szampon. Kupię. Po prostu kupię.
P.S. Dziękuję B. za zdjęcia. I Ancu i Michałowi, za towarzystwo :)
środa, 15 maja 2013
Współpraca z Love Me Green? Naturalnie!
Przed chwilką zapukał do mnie Pan Kurier. Pan Kurier wręcza mi paczuszkę, a ja jak ten jełop z buzią do ziemi, z wyrazem bezgranicznego zdumienia go pytam "Ale że dla mnie? Jest Pan pewien?" Pan pewien był, i mnie wtedy olśniło. No tak! Współpraca z Love Me Green. Moja pierwsza poważniejsza współpraca. Cóż zastałam w pudełeczku? Mnóstwo próbek i cztery fajne produkty. Toteż pędem się chwalę, a co!
Ten organiczny szampon do włosów jest bardzo delikatny, dodaje
miękkości, elastyczności i wyzwala ich blask. Jego działanie
oczyszczające nie podrażnia skóry głowy. Włókno włosów jest odżywione aż
po cebulki, dzięki czemu włosy stają się miękkie i jedwabiste.
Organiczny Nawilżający Balsam Do Ciała Karité Exotique
Organiczny Nawilżający Balsam Do Ciała Karité Exotique
Organiczny balsam do ciała opracowany w celu nawilżenia*, odżywienia i
ochrony skóry. Jego stosowanie daje efekt długotrwałego nawilżenia i
odnowy warstwy lipidowej - nawet bardzo suchej skóry. Balsam wyjątkowo
szybko się wchłania pozostawiając na powierzchni skóry naturalny połysk,
nie zostawiając tłustego filmu. Skóra staje się jedwabiście gładka.
* Nawilżenie górnych warstw naskórka.
Organiczny Relaksujący Olejek Do Masażu
Organiczny Rewitalizujący Krem Do Rąk
* Nawilżenie górnych warstw naskórka.
Organiczny Relaksujący Olejek Do Masażu
Aby zaspokoić wszelkie potrzeby skóry powstał organiczny olejek do
masażu wzbogacony w olej arganowy. Stosowanie tego produktu daje uczucie
komfortu i odprężenia. Skóra jest głęboko odżywiona, a świeży i
subtelny zapach odpręża ciało i zmysły. Ekstrakt z kwiatów plumerii
łagodzi stres poprzez swoje działanie kojące oraz relaksujące nerwy i
mięśnie ciała.
Dzięki specjalnie skomponowanej formule ten organiczny krem do rak
skutecznie regeneruje i chroni dłonie. Unikalna receptura sprawia, że
szybko się wchłania nie pozostawiając uczucia tłustego filmu na skórze
dłoni. Efekt działania kremu utrzymuje się jeszcze długo po jego
zastosowaniu, pozostawiając skórę przyjemnie gładką i aksamitną.
Łagodnie rozjaśnia przebarwienia.
No i oczywiście próbki, próbeczki. Podwójne.
Krem, balsam ten co mam jako produkt pełnowymiarowy (powędrują do Ancu!) oraz krem na dzień, na noc, peeling do twarzy i wyszczuplający balsam do ciała z zieloną herbatą.
To jest normalnie mój dzień! Yay! Bogata paczuszka, prawda?
Czego jesteście najbardziej ciekawe?
Pozdrawiam,
Mirielka
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















