Kiedy na blogach królowały rosyjskie kosmetyki i każdy słyszał o specyfikach Babci Agafii postanowiłam sama się przekonać, z czym to się je. Pobuszowałam się, wybrałam sobie coś do twarzy (bo moje włosy niekoniecznie przepadają za rosyjskimi specyfikami), myślałam też nad czymś innym, ale zrezygnowałam. Tak więc na stronie bioarp.pl zamówiłam Scrub do twarzy - do wszystkich typów skóry - z sokiem z ogórka i miodem z Recept Babci Agafii. Trzeba przyznać, że zamówienie miałam zrealizowane dość szybko i bodajże na następny dzień już się cieszyłam na wspólne mycie. Czy jednak ze specyfiku jestem zadowolona?
Produkt mamy zamknięty w plastikowej, przeźroczystej tubie o pojemności 150ml. Widzimy przez to ile kosmetyku nam jeszcze zostało. Jedynym dystrybutorem tego kosmetyku jest Bioarp Polska. Tuba ozdobiona zwyczajnie, z nadrukowanymi informacjami, z tyłu naklejona karteczka z polskimi informacjami. Co prawda nie wiem jaki to papier, ale od wody nie odlazł, a może to dobry klej? No mniejsza z tym - karteczka nieestetyczna, ale nie ma przecież wpływu na działanie kosmetyku. Opakowanie na zatrzask - to lubię. Stoi spokojnie na głowie i spływa.
Producent ma głos:
Delikatny scrub do twarzy głęboko i delikatnie oczyszcza pory, dotlenia komórki skóry, nasyca je witaminami, stymuluje prawidłową przemianę materii. Aktywne wykształcenie nowych komórek skóry wpływa dobroczynnie na jej wygląd zewnętrzny. Staje się gładsza, przybiera naturalny różowy odcień.
Składniki aktywne:
Ogórek – ma ten sam odczyn PH, co skóra, korzystnie wpływa na jej kondycję. Sok z ogórka łagodzi podrażnienia i zmiękcza skórę. Nawilża ją, tonizuje i odświeża. Działa ściągająco, wygładzająco i wybielająco. Rozjaśnia piegi i przebarwienia. Szczególnie polecany dla osób z cerą tłustą, trądzikową i skłonnością do wyprysków.
Miód – podwyższa napięcie skóry, czyni ją miękką i gładką. Wzmaga przepływ krwi w tkance skórnej, przez co skóra nabywa elastyczności, wygładzają się zmarszczki. Miód wykazuje działanie odkażające i oczyszczająco - lecznicze, usuwa złuszczony naskórek, oczyszcza pory
Skład:Aqua, Lauryl Glucoside, Cocomidopropyl Betaine, Glycerin, Polyethylene Aclrilic Polymer, Sodium Hedroxyde, Cucumis Sativus Extract (sok z ogórka), Mel (miód), Allantoin, Parfum, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone
Zacznijmy od tego, że scrub jest strasznie delikatny. Wręcz ma ledwo wyczuwalne drobinki, i gdyby nie to, to można uznać go za zwykły żel. Rozprowadza się w miarę, ale jest bardzo rzadki. Nie pieni się. Drobinki zamiast zaopiekować się twarzą, włażą we włosy i siedzą tam. Twarz po myciu jest.. zwyczajna. Scrub nie podrażnia, trochę wysusza, powoduje zaczerwienienia owszem, jest ciut gładsza przez chwilę (bo efekty znikają po ok. 30 minutach) i to by było na tyle z tych dobrych działań.
Natomiast najważniejsza rzecz - na początku scrub pachniał przyjemnie. Po pewnym czasie stosowania zaczął śmierdzieć zepsutym, wręcz zgniłym ogórkiem. Nie umiem tego zapachu konkretnie określić, ale jakbyście poczuły, to zrozumiecie. Data przydatności do stycznia 2016. Nie był otwierany wcześniej, po miesiącu nie powinien się zepsuć, a jeśli tak, to informacja, że należy go zużyć w ciągu miesiąca powinna być widoczna. To wszystko sprawia, że używanie go, kiedy nie daje widocznych efektów, a zapach powoduje odruch wymiotny nie należy do przyjemnych. Tym bardziej, że niestety ale zapach utrzymuje się długo. Nie wiem do czego zużyję tę resztkę. Długo się teraz zastanowię, czy kupować coś innego zarówno z rosyjskich kosmetyków, jak i rzeczy do twarzy. Na szczęście, jak miałam zwykłą twarz, tak efektu tego nic nie popsuło, nawet zepsuty ogórek.
Szczerze? Nie polecam, ale może ktoś miał inne, lepsze doświadczenia w tej materii?
No i prośba - Gordon ma dzisiaj operacje podwójną - przepuklina i kastracja. Trzymajcie kciuki, żeby wszystko było ok. Cholernie się martwię, a nie mogłam jechać z nim.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gordon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gordon. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 22 maja 2014
wtorek, 28 stycznia 2014
Co można mieć za 16zł? Całkiem dużo!
Witajcie Kochane.
Życie we Wrocławiu ma swoje niewątpliwe plusy i zaczynam je dostrzegać. Odkrywanie miasta to całkiem przyjemna sprawa :) Gdyby się jeszcze lepsza praca trafiła to byłoby całkiem ciekawie.
Niemniej jednak oprócz pracy, trafiają się czasem wyprzedaże. I to wyprzedaże całkiem dobrych kosmetyków. Ja właśnie skorzystałam z promocji dwa razy i przywędrowały ze mną dwa całkiem ciekawe zestawy, które kosztowały ok. 16zł.
Więc co można ustrzelić za 16zł?
L'Oreal Elseve Total Repair Extreme - szampon rekonstruujący. Pachnie obłędnie, nie ma co ukrywać, zobaczymy jak podziała na moje włosy, bo ostatnio są strasznie wybredne i strasznie zniszczone. Oraz L'Oreal Elseve Nutri-Gloss Light - odżywka upiększająca. Miałam, była świetna, zakupiłam ponownie :)
I ten zestaw kosztował 16zł (dziękuję :*)
Możemy jeszcze zdobyć to:
Wella ProSeries - odżywka zwiększająca objętość (500ml), lubię te odżywki, chociaż poluję na inną. Lirene serum głęboko nawilżające do ciała, Lirene krem do stóp (w gratisie do serum, to nie będę wybrzydzać) oraz Lirene Satin Lift 304 Naturalny. Tak, konkretnie kupiony za 5,99. Ważny do lutego 2016. Oj będzie testowania a testowania. Tym bardziej, że kiedyś myślałam nad kupnem tego fluidu z Lirene. Całość kosztowała mnie niecałe 16zł (bez 3gr bodajże). Nie ma co - jestem zadowolona.
No i na koniec Gordon, bo oczywiście pchał się przed obiektyw :)
Życie we Wrocławiu ma swoje niewątpliwe plusy i zaczynam je dostrzegać. Odkrywanie miasta to całkiem przyjemna sprawa :) Gdyby się jeszcze lepsza praca trafiła to byłoby całkiem ciekawie.
Niemniej jednak oprócz pracy, trafiają się czasem wyprzedaże. I to wyprzedaże całkiem dobrych kosmetyków. Ja właśnie skorzystałam z promocji dwa razy i przywędrowały ze mną dwa całkiem ciekawe zestawy, które kosztowały ok. 16zł.
Więc co można ustrzelić za 16zł?
L'Oreal Elseve Total Repair Extreme - szampon rekonstruujący. Pachnie obłędnie, nie ma co ukrywać, zobaczymy jak podziała na moje włosy, bo ostatnio są strasznie wybredne i strasznie zniszczone. Oraz L'Oreal Elseve Nutri-Gloss Light - odżywka upiększająca. Miałam, była świetna, zakupiłam ponownie :)
I ten zestaw kosztował 16zł (dziękuję :*)
Możemy jeszcze zdobyć to:
Wella ProSeries - odżywka zwiększająca objętość (500ml), lubię te odżywki, chociaż poluję na inną. Lirene serum głęboko nawilżające do ciała, Lirene krem do stóp (w gratisie do serum, to nie będę wybrzydzać) oraz Lirene Satin Lift 304 Naturalny. Tak, konkretnie kupiony za 5,99. Ważny do lutego 2016. Oj będzie testowania a testowania. Tym bardziej, że kiedyś myślałam nad kupnem tego fluidu z Lirene. Całość kosztowała mnie niecałe 16zł (bez 3gr bodajże). Nie ma co - jestem zadowolona.
No i na koniec Gordon, bo oczywiście pchał się przed obiektyw :)
Buziaki,
Mirielka
środa, 22 stycznia 2014
Obłędnie pachnący i całkiem zwyczajny peeling czekoladowy do ciała z Perfecty [recenzja + zdjęcia]
Przepraszam Was Moje Kochane. Wiem, że ostatnio rzadko bywam na blogu, a jeszcze rzadziej odwiedzam Wasze, ale mam problem z komputerem. Ciężko coś zrobić, a na tablecie jest to wręcz niemożliwe. Może po weekendzie zmienię sprzęt więc będzie więcej recenzji (o ile światło i ja się w końcu dogramy) i więcej mnie na blogach. Niemniej jednak miałam dzisiaj niespodziankę w postaci tego pięknego widoku.
Wracając...
Peeling Perfecty nie wpadł w moje ręce przypadkiem. Odkąd przeczytałam o nim wiele pozytywnych recenzji zapragnęłam go mieć. Raz, że peeling, dwa, że czekoladowy. Długo na niego polowałam, aż wreszcie mogłam sobie pozwolić na wydanie tych kilku złotych. Niestety nie powiem, żeby były to dobrze wydane pieniądze. Może z wiekiem robię się coraz bardziej wybredna? Może jednak oczekuję od produktu typu peeling, za takie pieniądze czegoś więcej? Bo Dax Cosmetics wypuściło na rynek produkt genialny marketingowo.
Producent ma głos:
Cukrowy peeling do ciała czekoladowo-kokosowy złuszczająco - ujędrniający. Peeling regulując mikrokrążenie w skórze przeciwdziała cellulitowi, a apetyczny zapach czekolady odpręża i poprawia nastrój. Zawiera naturalne kryształki cukru, które usuwając martwe komórki naskórka idealnie wygładzają powierzchnię skóry i niwelują wszelkie niedoskonałości. Ponadto olejek kokosowy intensywnie zmiękcza i ułatwia zatrzymywanie wilgoci w skórze, a zawarte w peelingu masło kakaowe działa ujędrniająco i regenerująco.
Skład:
Paraffin Oil, Sucrose, Silica, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Parfum, Theobroma Cacao, Cocos Nucifera, Gardenia Tahitensis, Coffea Arabica (Coffee) Seed Extract, Synthetic Wax, C.I. 77499, C.I. 77491, C.I. 77492, Sodium Propylparben. (17.07.2009)
Mirielka ma głos...
Produkt mamy zamknięty w plastikowym opakowaniu. Za 250ml zapłacimy ok. 17zł. Pudełko jest szczelne, dodatkowo produkt możemy wykorzystać do ostatniej okruszynki. Jest to niewątpliwy plus.
Kolejnym plusem jest obłędny zapach. Matulu, piękny, bogaty zapach czekolady to to, co Mirielki lubią pod prysznicem. Szczególnie zimowymi wieczorami. I właśnie ten zapach maskuje wszystko, z czym mamy do czynienia. A mamy do czynienia z całkiem przeciętnym produktem.
Każda z nas, która kiedykolwiek robiła peeling cukrowy jest w stanie zrobić dokładnie to samo, co oferuje nam Perfecta. No, nie podrobimy tylko tego zapachu ;)
Peeling nie jest za bardzo wydajny (albo mnie jest stosunkowo za dużo), ciężko go też dobrze rozprowadzić. Nie zdziera mocno naskórka, a przyjemny efekt ujędrniania daje olejek kokosowy. Co do poprawy cellulitu pewnie jakaś jest, ale podejrzewam, że po większej ilości tego produktu. Jednym słowem - oprócz zapachu nie ma w tym produkcie nic fajnego, czego nie stworzymy same. Nadal będę szukała idealnego peelingu, a jak będę miała ochotę znowu na zapach i nie będzie mi się chciało robić swojego peelingu, to ostatecznie sięgnę po ten, bo najgorszy nie jest ;) Po prostu spodziewałam się czegoś.. więcej. Dużo więcej.
Muszę się pochwalić prezentem urodzinowym, jaki dostałam od B. Kalendarz Luisa Royo! Jestem zakochana w kalendarzu, tylko nie mam go gdzie powiesić, bo Gordon zaraz go zniszczy. Swoją drogą strasznie urósł.
I jeszcze chciałam Was zaprosić o tutaj: Świat Staników, to sklep mojej koleżanki. Warto zajrzeć, a jak ktoś jest z Wrocławia, to zakupić (na odległość też warto!)
No i dobra, na koniec Gordon śpiący :)
Wracając...
Peeling Perfecty nie wpadł w moje ręce przypadkiem. Odkąd przeczytałam o nim wiele pozytywnych recenzji zapragnęłam go mieć. Raz, że peeling, dwa, że czekoladowy. Długo na niego polowałam, aż wreszcie mogłam sobie pozwolić na wydanie tych kilku złotych. Niestety nie powiem, żeby były to dobrze wydane pieniądze. Może z wiekiem robię się coraz bardziej wybredna? Może jednak oczekuję od produktu typu peeling, za takie pieniądze czegoś więcej? Bo Dax Cosmetics wypuściło na rynek produkt genialny marketingowo.
Producent ma głos:
Cukrowy peeling do ciała czekoladowo-kokosowy złuszczająco - ujędrniający. Peeling regulując mikrokrążenie w skórze przeciwdziała cellulitowi, a apetyczny zapach czekolady odpręża i poprawia nastrój. Zawiera naturalne kryształki cukru, które usuwając martwe komórki naskórka idealnie wygładzają powierzchnię skóry i niwelują wszelkie niedoskonałości. Ponadto olejek kokosowy intensywnie zmiękcza i ułatwia zatrzymywanie wilgoci w skórze, a zawarte w peelingu masło kakaowe działa ujędrniająco i regenerująco.
Skład:
Paraffin Oil, Sucrose, Silica, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Parfum, Theobroma Cacao, Cocos Nucifera, Gardenia Tahitensis, Coffea Arabica (Coffee) Seed Extract, Synthetic Wax, C.I. 77499, C.I. 77491, C.I. 77492, Sodium Propylparben. (17.07.2009)
Mirielka ma głos...Produkt mamy zamknięty w plastikowym opakowaniu. Za 250ml zapłacimy ok. 17zł. Pudełko jest szczelne, dodatkowo produkt możemy wykorzystać do ostatniej okruszynki. Jest to niewątpliwy plus.
Kolejnym plusem jest obłędny zapach. Matulu, piękny, bogaty zapach czekolady to to, co Mirielki lubią pod prysznicem. Szczególnie zimowymi wieczorami. I właśnie ten zapach maskuje wszystko, z czym mamy do czynienia. A mamy do czynienia z całkiem przeciętnym produktem.
Każda z nas, która kiedykolwiek robiła peeling cukrowy jest w stanie zrobić dokładnie to samo, co oferuje nam Perfecta. No, nie podrobimy tylko tego zapachu ;)
Peeling nie jest za bardzo wydajny (albo mnie jest stosunkowo za dużo), ciężko go też dobrze rozprowadzić. Nie zdziera mocno naskórka, a przyjemny efekt ujędrniania daje olejek kokosowy. Co do poprawy cellulitu pewnie jakaś jest, ale podejrzewam, że po większej ilości tego produktu. Jednym słowem - oprócz zapachu nie ma w tym produkcie nic fajnego, czego nie stworzymy same. Nadal będę szukała idealnego peelingu, a jak będę miała ochotę znowu na zapach i nie będzie mi się chciało robić swojego peelingu, to ostatecznie sięgnę po ten, bo najgorszy nie jest ;) Po prostu spodziewałam się czegoś.. więcej. Dużo więcej.
~ ~ Ogłoszenia inne ~ ~
Muszę się pochwalić prezentem urodzinowym, jaki dostałam od B. Kalendarz Luisa Royo! Jestem zakochana w kalendarzu, tylko nie mam go gdzie powiesić, bo Gordon zaraz go zniszczy. Swoją drogą strasznie urósł.
I jeszcze chciałam Was zaprosić o tutaj: Świat Staników, to sklep mojej koleżanki. Warto zajrzeć, a jak ktoś jest z Wrocławia, to zakupić (na odległość też warto!)
No i dobra, na koniec Gordon śpiący :)
sobota, 30 listopada 2013
Podziękowania, wyszukiwania, koty i inne makijaże (:
Wchodzę sobie na bloga i widzę piękne statystyki:
Czyli jeszcze jedna osoba i będę miała 200 obserwatorów. Nie mogę uwierzyć, że jest już Was aż tyle! Dziękuję że ze mną jesteście, czytacie moje wypociny, komentujecie i takie tam. Normalnie buziaki :*
Co do reszty, ostatnio zobaczyłam czego ludzie u mnie szukają. Śmiechłam:
Ogólnie dzisiaj miała być jakaś recenzja i zdjęcia nowości, ale zajęłam się najpierw oknami, potem słońce złośliwie zaszło za chmurki i jakoś tak deszcz zaczął padać (nie, żebym się dziwiła po myciu okien) i wyszło jak wyszło. Więc zamiast recenzji macie mordeczkę Gordona-papugi i moją mordę w całkiem zgrabnym makijażu. Swoja drogą, ostatnio częściej zaczęłam się malować :)
Czyli jeszcze jedna osoba i będę miała 200 obserwatorów. Nie mogę uwierzyć, że jest już Was aż tyle! Dziękuję że ze mną jesteście, czytacie moje wypociny, komentujecie i takie tam. Normalnie buziaki :*
Co do reszty, ostatnio zobaczyłam czego ludzie u mnie szukają. Śmiechłam:
1. blog o podpaskach (hmm... dobrze wiedzieć)
2. kgnug tak (hallo, czy jest na sali tłumacz?)
3. maseczka którą się ściąga (to chyba nie u mnie, ja tylko nożem zdrapuję xD)
4. nadcipie (podcipie i śródcipie też chcesz?)
5. sperma jako maseczka na twarz kobiety (no bo na saszetki z Perfecty to nie stać?)
6. wyrzuty sumienia po rozwodzie (wstyd mi!)
7. wyszły mi włosy (nie martw się, wrócą)
8. baobab afrodyzjak (myślałam że to drzewo czy coś..)
9. cewka moczowa żeńska (no proszę was)
10. handluj z tym (ale że niby czym?)
+ "jak powinna wyglądać zdrowa, słodka sperma (czy ja wyglądam na lekarza? Albo inną znawczynie? O mamusiu!)
Ogólnie dzisiaj miała być jakaś recenzja i zdjęcia nowości, ale zajęłam się najpierw oknami, potem słońce złośliwie zaszło za chmurki i jakoś tak deszcz zaczął padać (nie, żebym się dziwiła po myciu okien) i wyszło jak wyszło. Więc zamiast recenzji macie mordeczkę Gordona-papugi i moją mordę w całkiem zgrabnym makijażu. Swoja drogą, ostatnio częściej zaczęłam się malować :)
wtorek, 26 listopada 2013
Delikatny żel do twarzy Cien, czy jestem na tak? [recenzja]
W domu wywąchałam, bo zanim dostaniemy się do żelu, to musimy go odbezpieczyć. Zapach ma przyjemny, nienachalny, lekko chemiczny. Mnie nie przeszkadza, chociaż wiem, że innym mógłby. Produkt ma dość rzadką, lejącą się konsystencję. Może nam się wylać za dużo na łapkę, mnie to osobiście przeszkadza. Jest bezbarwny, bez żadnych drobinek. Początkowo jest przyjemny w użyciu, dobrze się rozprowadza, oczyszcza. Jest delikatny. Wręcz za delikatny. Kiedy oczyszczam twarz mleczkiem, tonizuję, a potem myję, to ok, faktycznie ta jego delikatność mi nie przeszkadza. Ale czasami chciałabym zmyć wszystko razem, ergo - nie radzi sobie za dobrze z makijażem. Niestety oprócz oczyszczania skóry, po pewnym czasie ma się uczucie ściągnięcia, może też lekko wysuszać. No i się nie pieni!
Ogólnie stwierdziłam, że żel jest dobry tylko wtedy, kiedy skóra jest wrażliwa i mało wymagająca. Niestety mimo oczyszczania, niedoskonałości się pojawiają, po zmianie wody (i miejsca zamieszkania), diety i kolorówki też sobie nie radzi. Jest dobry tylko w te dni, kiedy potrzebuję delikatnego żelu i tez nie za często, bo moja skóra reaguje różnie.
Sam produkt jest w fajnym, przyjemnym opakowaniu z praktycznym zamknięciem. To lubię. Za 150ml zapłacimy jakieś 4,99zł, co nie jest ceną kosmiczną i można wypróbować, jak ktoś ma pod nosem Lidla. Niestety jest wydajny, mimo swojej rzadkiej konsystencji. I chciałabym powiedzieć, że producent tak naprawdę nie obiecuje niczego, więc nie ma co oczekiwać od produktu, ale podsumujmy:
Plusy:
+ cena
+ zapach
+ delikatność
+ łatwość rozprowadzania
Minusy:
- dostępność
- trudności z makijażem
- nie pieni się
- uczucie ściągnięcia i wysuszenia po dłuższym stosowaniu
Ja mam takie wrażenie, że ten produkt byłby fajny jako delikatna pianka do mycia, a jako żel jest zbyt toporny. Jestem już na wykończeniu i poszukam czegoś innego, tym razem właśnie pianki myjącej. Może coś polecicie?
A na deser trochę Gordona :)
poniedziałek, 28 października 2013
Październikowe nowości
Październik to czas pięknej pogody, pewnych postanowień i kilku nowych
mieszkańców mojej kosmetyczki oraz jednego żywego kota. Bardzo żywego
kota. Dlatego chciałabym zaprezentować te moje skromne nowości.
Zacznijmy od kota (tak, podbił mi serce, zaraz podbije bloga)
Gordon na swoim ulubionym krześle śpi. Mogłabym patrzeć na niego godzinami. Jak nie śpi to bryka, a to pakuje się w mojego papcia i szoruje po podłodze, a to atakuje nogawki lub firanki, a to bawi się ziarenkiem kawy. I wiecie co? Znowu mam ochotę żyć! Jest u mnie tydzień, a już wywrócił moje życie do góry nogami.
Praca w Carrefour ma swoje plusy. Czasami mogę trafić na cenowe perełki, takie jak ta. Dobry krem do rąk z Garniera ustrzeliłam za.. 1,99zł! Końcówka serii, termin do 2015 roku, chęć na wypróbowanie, to nie zostawię go samopas. Niestety został dość szybko wykupiony, dlatego nie zrobiłam zapasów i nie mogłam obdarować nim nikogo. Krem ciekawy, typowy olej w wodzie, lekki, szybko się wchłania i ma działanie kojące dla moich rąk kasjerki. I rąk po kocich atakach. Jestem zadowolona z tego zakupu, nawet bardzo zadowolona.
Kasując klientkę zwróciłam uwagę na tę właśnie saszetkę. Mignęła mi maska na włosy z olejkiem arganowym z Joanny. Droga nie jest, więc postanowiłam sobie zakupić, mimo iż kosmetyki z Joanny nie należą do moich ulubionych. Saszetka posiada szampon i maseczkę do włosów. Z tego co widzę, to seria dość pokaźna w pełnych produktach - maseczka, szampon, odżywka, serum, odżywka dwufazowa i jedwabisty eliksir. Wypróbuję i przekonam się o jego działaniu. Jak pierwsze efekty mi się spodobają zapoluję na normalne produkty i poużywam.Obiecują wiele, więc zobaczymy jak to z tymi obietnicami będzie.
Wiem, że brakuje mi minerałów. Więc jakoś tak, podczas kupowania produktów na przeziębienie, zapytałam w sklepie zielarskim o jakiś suplement. Pani poleciła mi suplement diety - Silica, dała dwa listki po 20 tabletek i tak prawie cały październik, prawie regularnie łykam sobie po jednej tabletce. Cudów nie oczekuję, bo mój organizm zdecydowanie wymaga pielęgnacji, witamin, minerałów i innych i to w bardziej regularnym stosowaniu, ale jakąś poprawę zauważam. Dokończę ten listek i zobaczę co dalej. Z ulotki wynika że dobrze działa na włosy, skórę i paznokcie. Muszę przyznać że stan moich depresyjnych włosów uległ niewielkiej poprawie, ale do doskonałości jeszcze daleka droga.
Moja babcia wręczyła mi mleczko do demakijażu z L'Oreal ze słowami, że ona się już nie maluje, a ja wykorzystam. Mleczko nietknięte, a ja i tak miałam zamiar sobie coś kupić. Co prawda przeznaczone jest dla starszego typu skóry ale nie zaszkodziło mi do tej pory. Mleczko jest dosyć treściwe, o przyjemny, chociaż chemicznym zapachu, dobrze zmywa, nie szczypie, nie ściąga, Dodatkowo daje ciekawe uczucia na skórze. Zobaczymy po dłuższym stosowaniu. To drugie mleczko z tej firmy jakie posiadam. Złe nie jest, chociaż dla wielu blogerek L'Oreal to zuo w najczystszej postaci. No cóż, zobaczymy co dalej ;)
Przypadkiem trafiłam do Lidla. A w Lidlu rzucił mi się w jedno oko żel do mycia twarzy z Cienia. Firma ta nie kojarzy mi się za dobrze, miałam szampon od nich, potem żel, potem zrezygnowałam całkowicie. Jakoś tak. No ale wracając, żel się rzucił i nie chciał tego oka opuścić, dodatkowo rzucał się na drugie oko, popełnił niepełne samobójstwo rzucając się z półki do koszyka i szeptał weź mnie, weź mnie! No to wzięłam biedactwo do domu. Wypróbowałam i powiem, że całkiem fajne. Delikatnie oczyszcza twarz, nie wysusza, nie ściąga. Kusi mnie znowu przypadkiem trafić do Lidla i zakupić peeling do twarzy. Ale to może za jakiś czas.
Co Was zainteresowało i chciałybyście poznać w recenzji? :)
Gordon na swoim ulubionym krześle śpi. Mogłabym patrzeć na niego godzinami. Jak nie śpi to bryka, a to pakuje się w mojego papcia i szoruje po podłodze, a to atakuje nogawki lub firanki, a to bawi się ziarenkiem kawy. I wiecie co? Znowu mam ochotę żyć! Jest u mnie tydzień, a już wywrócił moje życie do góry nogami.
Praca w Carrefour ma swoje plusy. Czasami mogę trafić na cenowe perełki, takie jak ta. Dobry krem do rąk z Garniera ustrzeliłam za.. 1,99zł! Końcówka serii, termin do 2015 roku, chęć na wypróbowanie, to nie zostawię go samopas. Niestety został dość szybko wykupiony, dlatego nie zrobiłam zapasów i nie mogłam obdarować nim nikogo. Krem ciekawy, typowy olej w wodzie, lekki, szybko się wchłania i ma działanie kojące dla moich rąk kasjerki. I rąk po kocich atakach. Jestem zadowolona z tego zakupu, nawet bardzo zadowolona.
Kasując klientkę zwróciłam uwagę na tę właśnie saszetkę. Mignęła mi maska na włosy z olejkiem arganowym z Joanny. Droga nie jest, więc postanowiłam sobie zakupić, mimo iż kosmetyki z Joanny nie należą do moich ulubionych. Saszetka posiada szampon i maseczkę do włosów. Z tego co widzę, to seria dość pokaźna w pełnych produktach - maseczka, szampon, odżywka, serum, odżywka dwufazowa i jedwabisty eliksir. Wypróbuję i przekonam się o jego działaniu. Jak pierwsze efekty mi się spodobają zapoluję na normalne produkty i poużywam.Obiecują wiele, więc zobaczymy jak to z tymi obietnicami będzie.
Wiem, że brakuje mi minerałów. Więc jakoś tak, podczas kupowania produktów na przeziębienie, zapytałam w sklepie zielarskim o jakiś suplement. Pani poleciła mi suplement diety - Silica, dała dwa listki po 20 tabletek i tak prawie cały październik, prawie regularnie łykam sobie po jednej tabletce. Cudów nie oczekuję, bo mój organizm zdecydowanie wymaga pielęgnacji, witamin, minerałów i innych i to w bardziej regularnym stosowaniu, ale jakąś poprawę zauważam. Dokończę ten listek i zobaczę co dalej. Z ulotki wynika że dobrze działa na włosy, skórę i paznokcie. Muszę przyznać że stan moich depresyjnych włosów uległ niewielkiej poprawie, ale do doskonałości jeszcze daleka droga.
Moja babcia wręczyła mi mleczko do demakijażu z L'Oreal ze słowami, że ona się już nie maluje, a ja wykorzystam. Mleczko nietknięte, a ja i tak miałam zamiar sobie coś kupić. Co prawda przeznaczone jest dla starszego typu skóry ale nie zaszkodziło mi do tej pory. Mleczko jest dosyć treściwe, o przyjemny, chociaż chemicznym zapachu, dobrze zmywa, nie szczypie, nie ściąga, Dodatkowo daje ciekawe uczucia na skórze. Zobaczymy po dłuższym stosowaniu. To drugie mleczko z tej firmy jakie posiadam. Złe nie jest, chociaż dla wielu blogerek L'Oreal to zuo w najczystszej postaci. No cóż, zobaczymy co dalej ;)
Przypadkiem trafiłam do Lidla. A w Lidlu rzucił mi się w jedno oko żel do mycia twarzy z Cienia. Firma ta nie kojarzy mi się za dobrze, miałam szampon od nich, potem żel, potem zrezygnowałam całkowicie. Jakoś tak. No ale wracając, żel się rzucił i nie chciał tego oka opuścić, dodatkowo rzucał się na drugie oko, popełnił niepełne samobójstwo rzucając się z półki do koszyka i szeptał weź mnie, weź mnie! No to wzięłam biedactwo do domu. Wypróbowałam i powiem, że całkiem fajne. Delikatnie oczyszcza twarz, nie wysusza, nie ściąga. Kusi mnie znowu przypadkiem trafić do Lidla i zakupić peeling do twarzy. Ale to może za jakiś czas.
Co Was zainteresowało i chciałybyście poznać w recenzji? :)
Buziaki,
Mirielka
środa, 23 października 2013
Mój Ci on ♥ Czyli w mym domu zamieszkał Gordonek ♥
Muszę się pochwalić!
Oto Gordon vel Gordi vel Łobuz. Nowy mieszkaniec mojego domu.
Kiedy zmarł mój ostatni chomik (a nawet jeszcze wcześniej) B. zaszczepił we mnie małą myśl o kotku. I to tak rosło i rosło. Aż pewnego dnia pewna osoba powiedziała, że jej kocica urodziła kociątka. Parę dni później poszłam, zobaczyłam i się wybraliśmy. On mnie, a ja jego. Pomieszkał u mamy, podrósł i wczoraj przybył. Wcześniej był już u mnie na chwilkę, więc mnie poznał, nie było problemu "ja chcę do mamy". Za to jest problem "głaszcz mnie i myziaj" poprzeplatane z "mam twoją nogawkę" oraz "te nogi od krzesła są fajne do gryzienia! Kabelki zresztą też". Od czasu do czasu się bawi w "Mnie nie wolno tam wejść? No chyba żartujesz!"
Ogólnie jest to całkiem sympatyczny Łobuziak, który ładnie i grzecznie śpi, oprócz chwil, w których sobie przypomina że to jest dobry czas na zabawę (taaa, druga w nocy...=.=") albo czas na głaskanie (o 5 to ja się przewracam na bok, a nie bawię!).
Przyznaję, całkowicie zdominował zarówno mnie, jak i moje serce, a moje kolana to najlepsze miejsce do spania (biust i ramiona też). Ale te chwile, kiedy przychodzi do mnie ociera się i mruczy.. tego się nie da opisać. Inaczej się kocha psa, inaczej kota.
Coś czuję, że będzie nam w życiu wesoło :)
Oto Gordon vel Gordi vel Łobuz. Nowy mieszkaniec mojego domu.
Kiedy zmarł mój ostatni chomik (a nawet jeszcze wcześniej) B. zaszczepił we mnie małą myśl o kotku. I to tak rosło i rosło. Aż pewnego dnia pewna osoba powiedziała, że jej kocica urodziła kociątka. Parę dni później poszłam, zobaczyłam i się wybraliśmy. On mnie, a ja jego. Pomieszkał u mamy, podrósł i wczoraj przybył. Wcześniej był już u mnie na chwilkę, więc mnie poznał, nie było problemu "ja chcę do mamy". Za to jest problem "głaszcz mnie i myziaj" poprzeplatane z "mam twoją nogawkę" oraz "te nogi od krzesła są fajne do gryzienia! Kabelki zresztą też". Od czasu do czasu się bawi w "Mnie nie wolno tam wejść? No chyba żartujesz!"
Ogólnie jest to całkiem sympatyczny Łobuziak, który ładnie i grzecznie śpi, oprócz chwil, w których sobie przypomina że to jest dobry czas na zabawę (taaa, druga w nocy...=.=") albo czas na głaskanie (o 5 to ja się przewracam na bok, a nie bawię!).
Przyznaję, całkowicie zdominował zarówno mnie, jak i moje serce, a moje kolana to najlepsze miejsce do spania (biust i ramiona też). Ale te chwile, kiedy przychodzi do mnie ociera się i mruczy.. tego się nie da opisać. Inaczej się kocha psa, inaczej kota.
Coś czuję, że będzie nam w życiu wesoło :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)























