Siedzę spokojnie w pracy, aż tu nagle dzwoni do mnie kurier, że paczkę ma - odebrać trzeba. No to odbieram paczkę, w domu otwieram i co widzę? Kolejna kampania streetcom!
Tym razem testujemy odżywkę i maskarę dermena lash od Pharmeny.
Paczka zawiera 3 zestawy dla znajomych (i jak tutaj wybrać tylko trzy osoby? no jak?), zestaw dla mnie, ulotki i krótki przewodnik po produktach.
Nawet nie wiecie jak się cieszę, bo oprócz kapryśnych włosów, ostatnio mam problemy z rzęsami, a brwi się uparły i nie chcą mi rosnąć. Jak prawa odrasta jako tako, tak lewa uparła się i ani drgnie. Zobaczymy cóż też zdziała to cudo. Oczywiście, jak widzicie na zdjęciu, kot się zaopiekował pudełkiem - co prawda się w nim nie mieści, ale nie będziemy się czepiać ;)
Kampania trwa 6 tygodni, myślę że po miesiącu będę mogła powiedzieć już coś konkretnego o tym produkcie (a właściwie dwóch produktach), i że wybrane przeze mnie osoby potwierdzą tę opinię. Jutro robię zdjęcia brwi i rzęs i zaczynamy testy.
Bo jakby nie patrzeć zadbane brwi i rzęsy to ozdoba każdej kobiety.
Trzymajcie kciukasy! Buziaki :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odżywka do rzęs. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odżywka do rzęs. Pokaż wszystkie posty
środa, 26 lutego 2014
wtorek, 1 października 2013
Lux Style, QuickMax - odżywka do rzęs [RECENZJA]
Pokornie się wstydzę. Gdybym napisała, że jestem zapracowana i nie mam czasu na nic, to brzmiałoby to ładniej, ale skłamałabym. Czas się znajdzie, ochota i natchnienie na bloga już mniej. Bo jest tyle innych rzeczy, które robię, że.. No, ale jak zawsze niezawodny B. daje kopniaka w dupencję i pyta no kiedy napiszesz coś nowego? Odpowiadam - jak zrobisz zdjęcia. Więc B. wyciąga aparat i robi zdjęcia. Nie mam innego wyjścia, wypada coś napisać. Ale znowu zastanawiam się co i jak i po co i czym Wam umilić czas moje drogie czytelniczki. I wtedy sobie przypominam, że cholera ja miałam testować to czy tamto i wypadałoby. Jakie szczęście, że do testowania produkty dostaję rzadko (chociaż, z drugiej strony może bym pisała regularnie). Dobra, my tu gadu gadu a recenzja się sama nie napisze.
Pamiętacie może morderczą maseczkę? Pewnego pięknego wiosennego dnia przyszła do mnie inna paczuszka z LuxStyle. Nie spodziewałam się, więc krzyknęłam hurra i wte pędy 15km kurcgalopkiem przebyłam, coby paczuszkę rozwinąć, wymacać i się pozachwycać. W paczuszce mocno zawinięty kartonik, w kartoniku papierki i inny kartonik, w tym kartoniku kolejny kartonik (po cichu sprawdziłam czy komuś się Rosja z Danią nie pomyliła, ale nie) i wreszcie widzę mój skarb. Stwierdziłam że fajnie, nową mascarę mam, ale jednak nie. Doczytałam - odżywka do rzęs. Moim rzęsom jakby nic nie brakowało, no, ale skoro w 7 dni mają się stać jeszcze ładniejsze, a że to nowość, to pomyślałam "a co mi tam!". I wtedy zaczęłam się maziać. Producent obiecywał cuda na kiju, że rzęsy piękne, błyszczące, gęstsze i inne takie. I to wszystko w 7 dni. Dla oporny w 14. Ciekawe kto w to uwierzy?
Produkt wygląda jak eyeliner, 5ml, złote opakowanie i nakładamy u nasady rzęs. Zapachu nie posiada, konsystencja jako taka, lekko wodnista, nie spływa, nie podrażnia i oszukuje. Znaczy efektownie oszukuje, nie powiem. Jak wiemy, albo i nie, rzęsy żyją stosunkowo krótko, ok. 100 dni. Po tym czasie nam wypadają. W międzyczasie rosną inne. I tak sobie mamy te nasze rzęsiska. Wszystko co stosujemy sprawia że nasze aktualne rzęski są piękne. Ale żeby takie nadal mieć, to dany produkt musimy używać ciągle i ciągle. Dlatego odżywka oszukuje. Owszem, pobudza do wzrostu te nowe rzęski, przez co wydaje nam się, że firaneczka jest gęściejsza. Owszem, poprawia ich kondycję, natłuszcza, więc rzęsy są ciemniejsze, a odbite światło sprawia że wyglądają na dłuższe. No i tusz do rzęs się lepiej aplikuje. Ale na dobrą sprawę, czy do tego potrzeba nam oszukańczych odżywek? To takie placebo, całkiem fajne, ale niepotrzebne. Już ciekawszym produktem jest olejek rycynowy. Tańszy i bardziej naturalny. Bo po tym tygodniu efekty są, tak jak obiecywał producent. Ale żeby tak mieć cały czas to powinnyśmy cały czas odżywiać rzęsy, a umówmy się, ten produkt do tanich nie należy. Doraźnie, co jakiś czas można stosować, by rzęsy odżywić, ale znowu polecam nasze rodzime produkty z olejkiem rycynowym na czele. Bo jak już się przekonamy że wooow, to działa, to rzęsy wypadną i tyle z tego będzie. W tym miejscu się gryzę w język, bo chyba powinnam zachwalać, ale na dobrą sprawę, co mogę zachwalać? Jak ktoś chce, to niech spróbuje. Ja to wykorzystam do końca, bo sobie przypominam od czasu do czasu, że posiadam to cudo. Nigdy też poważniejszych problemów z rzęsami (tfu tfu przez lewe ramię) nie miałam, więc tym bardziej nie jest mi to potrzebne. Chciałam, wypróbowałam i tyle.
Dla ciekawskich duszyczek skład:
Obiecuję, że częściej będę. I trzymajcie za mnie kciuki!
Pamiętacie może morderczą maseczkę? Pewnego pięknego wiosennego dnia przyszła do mnie inna paczuszka z LuxStyle. Nie spodziewałam się, więc krzyknęłam hurra i wte pędy 15km kurcgalopkiem przebyłam, coby paczuszkę rozwinąć, wymacać i się pozachwycać. W paczuszce mocno zawinięty kartonik, w kartoniku papierki i inny kartonik, w tym kartoniku kolejny kartonik (po cichu sprawdziłam czy komuś się Rosja z Danią nie pomyliła, ale nie) i wreszcie widzę mój skarb. Stwierdziłam że fajnie, nową mascarę mam, ale jednak nie. Doczytałam - odżywka do rzęs. Moim rzęsom jakby nic nie brakowało, no, ale skoro w 7 dni mają się stać jeszcze ładniejsze, a że to nowość, to pomyślałam "a co mi tam!". I wtedy zaczęłam się maziać. Producent obiecywał cuda na kiju, że rzęsy piękne, błyszczące, gęstsze i inne takie. I to wszystko w 7 dni. Dla oporny w 14. Ciekawe kto w to uwierzy?
Produkt wygląda jak eyeliner, 5ml, złote opakowanie i nakładamy u nasady rzęs. Zapachu nie posiada, konsystencja jako taka, lekko wodnista, nie spływa, nie podrażnia i oszukuje. Znaczy efektownie oszukuje, nie powiem. Jak wiemy, albo i nie, rzęsy żyją stosunkowo krótko, ok. 100 dni. Po tym czasie nam wypadają. W międzyczasie rosną inne. I tak sobie mamy te nasze rzęsiska. Wszystko co stosujemy sprawia że nasze aktualne rzęski są piękne. Ale żeby takie nadal mieć, to dany produkt musimy używać ciągle i ciągle. Dlatego odżywka oszukuje. Owszem, pobudza do wzrostu te nowe rzęski, przez co wydaje nam się, że firaneczka jest gęściejsza. Owszem, poprawia ich kondycję, natłuszcza, więc rzęsy są ciemniejsze, a odbite światło sprawia że wyglądają na dłuższe. No i tusz do rzęs się lepiej aplikuje. Ale na dobrą sprawę, czy do tego potrzeba nam oszukańczych odżywek? To takie placebo, całkiem fajne, ale niepotrzebne. Już ciekawszym produktem jest olejek rycynowy. Tańszy i bardziej naturalny. Bo po tym tygodniu efekty są, tak jak obiecywał producent. Ale żeby tak mieć cały czas to powinnyśmy cały czas odżywiać rzęsy, a umówmy się, ten produkt do tanich nie należy. Doraźnie, co jakiś czas można stosować, by rzęsy odżywić, ale znowu polecam nasze rodzime produkty z olejkiem rycynowym na czele. Bo jak już się przekonamy że wooow, to działa, to rzęsy wypadną i tyle z tego będzie. W tym miejscu się gryzę w język, bo chyba powinnam zachwalać, ale na dobrą sprawę, co mogę zachwalać? Jak ktoś chce, to niech spróbuje. Ja to wykorzystam do końca, bo sobie przypominam od czasu do czasu, że posiadam to cudo. Nigdy też poważniejszych problemów z rzęsami (tfu tfu przez lewe ramię) nie miałam, więc tym bardziej nie jest mi to potrzebne. Chciałam, wypróbowałam i tyle.
Dla ciekawskich duszyczek skład:
Obiecuję, że częściej będę. I trzymajcie za mnie kciuki!
Pozdrawiam,
Mirielka
Subskrybuj:
Posty (Atom)




