![]() |
http://lux-style.pl/billeder/1343400590.jpg |
Bo do testów przybyły maseczki w ilości sztuk pięciu, po 10ml każda, o pięknej i znaczącej nazwie "Acne Killer".
Jak napisał producent "Acne Killer dosłownie wysysa trądzik, zaskórniki oraz nadmiar łoju i bakterie które powodują stany zapalne skóry. Acne Killer nie działa powierzchownie – przeciwnie, eliminuje on trądzik w tych warstwach skóry, w których on powstaje. Acne Killer usuwa brzydkie zaczerwienienia i blizny powodowane przez trądzik dzięki czemu twój wygląd polepsza się od razu!
Acne Killer eliminuje również martwy naskórek z twojej twarzy. Po jego zastosowaniu twoja skóra staje się tak świeża jak nigdy dotąd."
Środowy wieczór to był, stwierdziłam, że muszę użyć ją tu i teraz, zaraz, już i natychmiast. Przeczytałam co miałam przeczytać, nałożyłam co miałam nałożyć i... czekałam uczciwie 30 minut z tym czymś na twarzy. Czułam się, jakbym wsadziła twarz w smołę. Taki ma wygląd i taką gumową, gęstą i lepką konsystencję. Ma przyjemny, nawet bardzo przyjemny zapach, nienachalny i niechemiczny. I działanie, fajnie czuć zastyganie, łagodzenie i odświeżanie.
Po 30 minutach trzymania maseczki na twarzy, nadszedł ten moment, w którym się ją ściąga, wszak to peel off. I tu zrozumiałam dwie rzeczy:
a) nie potrafię nakładać maseczek na twarz
b) rozumiem czemu to się nazywa Killer. Acne Killer.
Każdą normalną maseczkę typu peel off ściągam grzecznie łapkami, raczej szybko. Tutaj łapię za maseczkę, a maseczka odchodzi razem ze skórą. No nijak się nie dało, co ja po policzkach, to maseczka jak pazurkami wyrywa mi twarz. Momentami myślałam, że zostaną same mięśnie, kości, a skóra odejdzie ode mnie na zawsze! Męczę się powoli - boli, męczę szybko też boli, wyrywa mi wszelkie włoski z policzków. Nie ważne, czy naciągnięta, ściągnięta, czy podważana. Zwisa. To Mirielka stwierdziła, że... zacznie od góry (i taka szybka myśl "wydepiluje mi brwi!"), ale od góry do nosa zeszła ładnie. i znowu te policzki. Maseczka wygląda dziwnie szaro, pomarszczona niczym skóra, przeszkadza mi strasznie. To wpadłam na genialny pomysł (podkreślam, środowy wieczór!), w te pędy do kuchni, zaświeciłam, przy oknie (a na parterze mieszkam, okna bez żaluzji), i... dawaj nożem przy policzkach i piłuję maseczkę. Kątem oka jedynie widzę ludzi lekko zaniepokojonych, cóż robię z twarzą, tylko nóż i zwisająca skóra. A ja niczym nie zrażona odpiłowuję te resztki, które zejść nie chciały, a wyrwać resztek mieszków nie chciałam. I dziwnie się czuję, zrozumiawszy jaką rozrywkę postronnym zafundowałam. Nic to, uwolniona pozornie z maseczki, zdyszana po walce, idę do łazienki aby.. zmyć resztki maseczki, którą miałam na buzi. Tylko jedną małą chwilkę zajęło mi zrozumienie absurdu tej całej sytuacji, po czym zaczęłam się tak histerycznie śmiać sama z siebie, że trudno to opisać. Bo maseczka bez trudu daje się zmyć z twarzy. Serio - bez trudno. Ale nadal nie widać jej tak, jak na opisać i zdjęciach firmowych.
Jak człek się uprze, to nie dochodzi do niego nic, wszak peel off się ściąga, nie zmywa ;)
Po całym tym trudzie, buzia zaczerwieniona (ale co się dziwić) i gładka (po depilacji!), głaskam się, głaskam. W świetle czwartkowego poranka na nosie jakby zaskórników mniej? Bo to tam ich było najwięcej. Że człowiek się uczy na błędach, to następną szaszetkę nałożę inaczej, a maseczkę do pewnego momentu zedrę, resztę zmyję, po co się męczyć? I kolejną obserwację przeprowadzę, jak ta zabójcza maseczka działa na moją skórę.
A dla dociekliwych - skład:
Piękny opis moja droga, niezwykle plastyczny, widziałam to wszystko oczyma wyobraźni :D
OdpowiedzUsuńI po tym opisie, chciałabym ją przetestować. Moja cera chyba potrzebuje właśnie jej.
Nic nie stoi na przeszkodzi, by przetestować ^^ Oprócz ceny =.="
UsuńWybacz, że tak Twoim kosztem, ale nieźle się uśmiałam tymi Twoimi zmaganiami z maseczką;) I ci ludzie za oknem- to musiał być genialny widok xD
UsuńCóż za przygody ;) też już jedną maseczkę użyłam, ale nie na calej twarzy tylko na czole, nosie i brodzie ;) no i zmylam ją wodą od razu, ale następnym razem spróbuję ją ściągnąć ;)
OdpowiedzUsuńMoże jednak nie próbuj? Oszczędź sobie bólu ^^
Usuńhaha uśmiałam się
OdpowiedzUsuńale maseczka kusi, aczkolwiek cena skutecznie odpycha
Oj tam, oj tam cena... co to jest 40 złotych za 5 sztuk maseczki? Tak jakbyś za tą cenę mogła kupić coś lepszego ;)
Usuńuśmiałam się niesamowicie. :D
OdpowiedzUsuńZa wszelkie posmarkania się nie odpowiadam :)
UsuńHahahaha fajnie to opisałaś :D przy (po depilacji!) już przestałam się wesoło uśmiechać, tylko parsknęłam śmiechem :D
OdpowiedzUsuńA ja dopiero Twoje postanowienia zobaczyłam.
OdpowiedzUsuńFajne to :)
Mam podobną maseczkę i równie smolistą, ale na sam nos. Zawsze po zabiegu jest gładziutki, a ja odkrywam za każdym razem ze zdziwieniem, że nie był wcześniej gładki, bo był owłosiony :P Oczywiście zaskórniki jak siedziały tak siedzą. Ale przynajmniej zyskałam istotną wiedzę, że twarzowy meszek nie omija nawet nosa. Serio, wcześniej tego nie zauważyłam :P Hm.. plastry do depilacji nosa/twarzy, mam pomysł na biznes :]
OdpowiedzUsuńHa ha ha dobre.
OdpowiedzUsuńJa ostatnio męczyłam się z usuwaniem maseczki z różowej glinki. Wyglądałam jak przywódca Apaczów, ale w końcu wpadłam na to, że można wspomóc się pianką myjącą;) Czasem najtrudniej wpaść na najprostsze rozwiązania;)
OdpowiedzUsuńKupiłam niedawno błotną maskę z Dead Sea :D właśnie, tyle, ze nie peel off (na szczęście :D), skład podobny, może i efekty też :) Świetny opis zdarzeń!
OdpowiedzUsuńnie myślałaś żeby zacząć pisać jakąś książkę? byłabyś mistrzynią gatunku tych "wciągających od samego początku do końca"
OdpowiedzUsuń